Zidentyfikuj Przeszkody

Zidentyfikuj Przeszkody

DZIEŃ 4 – Pomyśl i zidentyfikuj przeszkody, które trzeba będzie pokonać, aby osiągnąć zamierzone cele

Pisałem o tym w TEJ PUBLIKACJI, jak ważne jest aby zastanowić się, co może stanowić dla ciebie przeszkodę, która odciągnie się od zrealizowania swoich celów. myśleć o przeszkody, które mogą utrzymać Cię daleko od swoich celów.

Przykład:

Jeśli twoim celem jest poprawić wygląd twojego ciała, jednym z zadań, które może prowadzić do realizacji tego celu, może być bieganie kilka razy w tygodniu. Jedną z przeszkód, która może uniemożliwić realizację tego celu, jest ..deszcz. No bo przecież nie chce się wychodzić z domu by biegać, jeśli na zewnątrz pogoda nie jest sprzyjająca i na przykład pada deszcz.

 

zapisz-sie-darmowy-kurs-irekwrobel

 

Co zatem można zrobić w takiej sytuacji? Można na przykład zaopatrzyć się w przeciwdeszczowe ubrania do biegania. Można również zapisać się do najbliższego klubu, w którym możemy biegać na bieżni. Takich przykładów można mnożyć. Chodzi o to aby wybrać dla siebie najlepsze rozwiązanie.

Pomyśl i zidentyfikuj przeszkody, które trzeba będzie pokonać, aby osiągnąć zamierzone cele

dzien-4-Pomysl-o-przeszkodach-irekwrobel-pl

Cliff Young – Zrobił To, Bo Nie Wiedział, Że Się Nie Da..

Cliff Young – Zrobił To, Bo Nie Wiedział, Że Się Nie Da..

Zacznę od tego: Nienawidzę Biegać. Naprawdę, k…a, nienawidzę tego. Znam ludzi, którzy nie mają dość tego gówna i nie myślą o niczym innym, jak tylko zdrowym odżywianiu – najlepiej prosto z farmy – koktajlach wegetariańskich i mówią o swoich ultra sztywnych schematach odżywczo-szkoleniowych.

Pomimo mojej własnej niechęci do biegania, udało mi się ukończyć kilka miesięcy temu, półmaraton. Pamiętam jak podczas tego biegu, czułem kłucie w klatce piersiowej a stopy odczuwałem tak, jakbym biegał po rozżarzonych węglach. Zobacz moją relację

I pomimo tego, że tak bardzo tego nienawidzę to jednak to robię. Jakby tego było mało, przygotowuję swoje ciało do startu w maratonie! Ponad 40 km biegu! Nie wiem, jak ja to wytrzymam.

Cliff Young – Zrobił To, Bo Nie Wiedział, Że Się Nie Da..

Cliff-Young-Zrobil-To-Bo-Nie-Wiedzial-ze-Sie-Nie-Da-Irek-wrobel
Jednak przeglądając internet, trafiłem na historię człowieka, który mając 61 lat!! stanął na starcie czegoś, co potocznie nazywa się Ultra Maraton. Prawdopodobnie najdłuższy maraton na świecie, który odbywa się w Australii na odcinku bagatela 544 mil (875 km).

Prawdziwy i w najczystszej postaci UltraMaraton! Wyścig nie odbywa się wokół toru czy boiska, lecz przez 875 kilometrów Australii. Od miasta Sydney do Melbourne. Jego wynik nie mierzy się w ilości kilometrów lecz ilości dni do zakończenia.

Prawdopodobnie najtrudniejszy Ultramaraton jaki kiedykolwiek został wymyślony w czarnych zakamarkach zaburzonego umysłu. Jakiś sadysta wymyślił bieg, który rozpoczyna się na parkingu centrum handlowego w Sydney w Australii, a kończy się na parkingu innego centrum handlowego, tyle tylko że oddalonego o prawie 900 km, Melbourne.

Oto mapa Ultramaratonu, która najprawdopodobniej jest podpisywana przed jego rozpoczęciem przez samych zawodników.


View Larger Map

Organizatorzy zdaje się wierzą, że zakaz odpoczynku i skrajne wyczerpanie w australijskiej przyrodzie, spowoduje śmierć kilku zawodników po drodze. Gdzieś czytałem, że przeciętny osioł powinien być w stanie przebyć taki dystans w 185 godzin, czyli około 8 dni.

Dla lepszego wyobrażenia sytuacji, światowej klasy uber, hiper, super android maratończyk, może zakończyć ten bieg, gdy przebiegnie półmaraton tam i z powrotem, i znów tam i z powrotem i tak w kółko przez 18 godzin, czyli jakieś 6 razy w ciągu dnia! Po czym idzie spać na około 6 godzin a następnie budzi się i robi to ponownie następnego dnia rano. Ja po swoim pół maratonie spałem około 12 godzin! i przez kilka dni nie mogłem normalnie chodzić!

To wyścig tak cholernie nie do zniesienia, że ​​nie można zaliczyć go jako sportu olimpijskiego. 875 kilometrów to droga ze Szczecina do Rzeszowa! Jednak co roku, około 150 osób staje na starcie tego morderczego wyścigu z nadzieją na wygraną $10.000.

Oczywiście biegacze ci nie starają się tylko o pieniądze, ale i dumę związaną z wygraną najbardziej intensywnego, testu wytrzymałości fizycznej. Twardzi faceci w wieku lat 20 do 30, w sile ich życia, utwardzeni przez lata szkoleń stają na starcie. Większość z nich ubrana w najnowszej generacji ultra, hiper aerodynamiczne stroje do biegów wyczynowych z bogatymi sponsorami za plecami.

A więc najsprawniejsze na świecie ludzkie ciała i najdoskonalsza na świecie technologia.
Aż tu nagle w 1981 roku, na starcie tego corocznego wyścigu, pośród największych biegaczy świata staje pewien facet:

Cliff-Young-Zrobil-To-Bo-Nie-Wiedzial-ze-Sie-Nie-Da-Irek-wrobel-2
Cliff Young, ponad 61 letni rolnik od ziemniaków. Starszy pan, który na linii startu pojawił się, w nie pierwszej nowości kombinezonie i kaloszach. Ktoś z dziennikarzy nawet zapytał go, co jeśli umrze z wysiłku po kilkuset metrach tego wyścigu. Powiedział im:

– Wychowałem się na farmie, gdzie nie mogliśmy sobie pozwolić na konie lub traktory. A gdy nadchodziła burza, musiałem biegać za stadem zwierząt aby zapędzić je do zagrody. Mieliśmy 2,000 sztuk bydła i około 2.000 akrów. Dlatego czasami musiałem biegać za stadem przez 2-3 dni. Wierzę, że mogę ukończyć ten wyścig, bo to przecież zaledwie dwa dni więcej biegu, niż mam na farmie..”

Oto, co starszy człowiek miał do powiedzenia dziennikarzom.

Tak było w jego przypadku a potem pistolet startera dał znać i ..facet zaczął biec

Wszyscy zawodnicy biegli przez niespełna 17 godzin pierwszego dnia. Potem nadeszła noc. Wyczerpani po 17 godzinach biegu maratończycy, którzy wyeksploatowali swoje ciała do granic możliwości, poszli spać. Wszyscy, z wyjątkiem jednego starszego pana.

Okazało się, że kiedy Cliff Young mówił dziennikarzom o tym, że gonił swoje stado przez trzy dni, miał na myśli, bieganie non stop, po własnych polach, przez trzy dni z rzędu. Bez zatrzymania się lub spania.

Kiedy reszta zawodników pewnego dnia obudziła się, i zobaczyła maleńki cień 61-letniego mężczyzny, biegnącego przed nimi, zdali sobie sprawę, że mieli kłopoty. Cliff Young, ubrany w kombinezon rolnika, u którego wcześniej zdiagnozowano zapalenie w większości stawów kończyn dolnych, właśnie wyprzedzał najlepszych sportowców na świecie.

Cliff Young powłócząc nogami po autostradzie, przez pięć dni, piętnaście godzin, cztery minuty, żywiąc się gorąca czekoladą, mlekiem i wodą, dotarł do mety jako pierwszy!

Pobił rekord wszech czasów Ultramaratonu Sydney – Melbourne. Gdy dostał czek na dziesięć tysięcy dolarów, powiedział organizatorom, że nie był świadomy wygranej. Potem powiedział, że czuł się źle, gdy tylko on otrzymał nagrodę pieniężną, podczas gdy wszyscy biegacze pracowali tak ciężko jak on, więc podzielił wygraną, równo pomiędzy wszystkich uczestników wyścigu.

Cliff Young stał się sławny w Australii w ciągu 4 nocy. Sześciodniowy bieg, nazwano jego imieniem. Trenerzy sportowi zaczęli studiować jego styl biegania. Okazało się niebawem, że jego styl był rzeczywiście jednym z najbardziej skutecznych sposobów biegania, przy zachowaniu największej energii. Niebawem trzech innych sportowców zastosowało jego technikę biegania i wygrali wyścigi w kolejnych latach.

Pan Young, który był w zasadzie starszym panem, w wieku 63 lat przebiegł 150 mil w ciągu 24 godzin. W 1997 roku próbował obiec Australię, aby zebrać pieniądze na bezdomne sieroty, ale wówczas 76 letni Cliff Young, odpadł po zaledwie …6250 kilometrów (3800 mil), czyli mniej więcej trzy razy ze Szczecina do Rzeszowa i z powrotem.

Zmarł w listopadzie 2003 roku, w wieku 81 lat. Jego gospodarstwo rolne wciąż działa. Podczas swojej kariery biegacza, pokonał ponad 20.000 kilometrów. Nigdy nie zatrzymał żadnej nagrody pieniężnej, a zawsze przekazywał je na rzecz organizacji charytatywnych lub znajomym jako prezenty.

 

 

Był przekonany, że jest bogaty, aż pojechali na wieś…

Był przekonany, że jest bogaty, aż pojechali na wieś…

Pewnego dnia, bardzo bogaty mężczyzna wziął swojego syna na wieś, aby pokazać mu, jak żyją biedni ludzie. Spędzili kilka dni i nocy na gospodarstwie, gdzie chłopiec mógł zobaczyć życie zupełnie inne od swojego.

Był przekonany, że jest bogaty, aż pojechali na wieś…

Kiedy wracali ze swojej podróży, ojciec zapytał syna:

  • Jak ci się podobała nasza wycieczka?
  • Było fantastycznie, tato!
  • I już teraz wiesz, jak żyją biedni ludzie? – dopytywał ojciec
  • Tak, już wiem
  • No to opowiedz mi, czego nauczyłeś się podczas naszej podróży
  • Syn odpowiedział:
    – Zobaczyłem, że my mamy jednego psa, a oni aż cztery..
    – My mamy basen, który sięga do środka naszego ogrodu, a oni mają strumyk bez końca..
    – My mamy lampiony, a im noc rozświetlają gwiazdy..
    – My mamy patio, a oni mają cały horyzont..
    – My mamy mały kawałek ziemi, a oni duże pola, których nie jesteśmy w stanie objąć wzrokiem..
    – My mamy służących, którzy nam służą, a oni służą innym..
    – My kupujemy jedzenie, oni je sami produkują..
    – My mamy wysokie mury, które nas bronią, a ich chronią przyjaciele..

Ojciec chłopca zamilkł. Nie mógł wydusić z siebie ani jednego słowa. Wtedy chłopiec dodał:

  • Dziękuję ci tato, że pokazałeś mi, jak bardzo biedni jesteśmy

Ta wspaniała historia ma nam pokazać, że bogactwo to nie tylko pieniądze, szlachetne kamienie, piękne budowle. To przede wszystkim to, co uznamy za bogactwo, czyli przyjaciele, niebo pełne gwiazd, możliwość kąpieli w czystym strumyku. Doceniajmy to, co mamy!

Właśnie przebiegłem Półmaraton i co dalej…

Właśnie przebiegłem Półmaraton i co dalej…

Dokładnie 12 lipca, zrealizowałem jedno z wielu wyzwań, które zaplanowałem sobie na ten rok.

Pierwszym wyzwaniem było osiągnięcie wagi, która towarzyszyła mi zawsze – około 80 kg. Miałem do schudnięcia około 20 kg. Osiągnąłem zamierzony rezultat – schudłem około 20 kg – w niespełna 3 miesiące.

Właśnie przebiegłem Półmaraton …

Kolejnym wyzwaniem – które powstało w głowie podczas procesu odchudzania – stało się przebiegnięcie jakiegoś długiego dystansu. Zatem szukam. Pierwsza zakładka w Googlach, pokazuje się półmaraton w moim mieście. Ponad 20km do pokonania. Dlaczego nie? – pomyślałem. Postanowiłem skorzystać z tej okazji. Postawiłem sobie dwa cele:

  1. Przebiec cały półmaraton
  2. Nie być na mecie ostatnim

W pierwszej kolejności skontaktowałem się z dobrym znajomym, o którym wiedziałem, że przebiegł w swoim życiu nie jeden taki dystans. Poprosiłem o rady i mając zaledwie 3 tygodnie do startu, zacząłem trenować.

Treningi okazały się trudniejsze niż się spodziewałem, ale gdy się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B. Wstawałem między 5 a 6 rano i właśnie w tych godzinach najlepiej mi się biegało, ponieważ, już po godzinie 8 rano, było naprawdę ciepło a przebiegnięcie nawet 5 km, w temperaturze około 25 stopni jest dosyć męczące.

Nadszedł sądny dzień – pomyślałem stojąc na starcie półmaratonu. W głowie powtarzałem sobie rady Artura na cały dystans. Nie zależało mi na wyniku. Zależało mi na tym aby go ukończyć i nie być ostatnim 🙂

Zrealizowałem oba założenia 🙂

Szczęście duma i radość, jakie towarzyszyły na mecie, zrozumie tylko ten, kto przeżył podobną sytuację. Przebiegłem cały dystans i uplasowałem się w połowie wszystkich startujących. Zająłem 426 miejsce na ponad 800 startujących. Jak na pierwszy w życiu taki dystans i zaledwie 3 tygodnie przygotowań – Ogromny Sukces!

Przy tej okazji – Dziękuję Arturowi, którego pomoc przy treningach okazała się bezcenna!!

 

 

I co dalej…

Dalej czekają w kolejce kolejne wyzwania, o których być może podzielę się w następnych wpisach.

Bo wiesz jak to mówią:
o planach się nie dyskutuje – plany się realizuje…

Na koniec taka myśl, która przyszła mi do głowy podczas biegu, gdy nogi odmawiały posłuszeństwa, w klatce piersiowej coś kłuje a ból w stopach kojarzy się z bieganiem po gorących węglach:

To nie jest walka o czas ani o wynik – to walka z własnym bólem! To tylko ból! Za godzinę odpoczniesz. To tylko ból..

Aby włączyć napisy w języku polskim, kliknij w